Ateńskie (nieproste) refleksje, czyli gdzie są współcześni liturgenci?

Korzystając z okazyjnych cen biletów lotniczych, uciekliśmy do niemal wiosennych (dla polskiego oka) styczniowych Aten.

Drugiego dnia pobytu magia „ciepłych mórz” (zawsze działająca na Polaków) zaciągnęła nas z centrum miasta nad morze i tu – pozwólcie – pierwsze krótkie historyczno-topograficzne wyjaśnienie. Dzisiejsza ateńska aglomeracja jest obszarem portowym, ale historyczne Ateny już niekoniecznie. W historii, ojczyzna demokracji miała dwa porty – Pireus i Faleron. W okresie świetności Aten zostały one połączone z miastem wspólnymi murami, ale (w sensie zabudowy) były czymś osobnym. Pierwotnym portem Ateńczyków był Faleron, zaś tym nowszym i dziś lepiej znanym – położony bardziej na zachód – Pireus. To tyle historii. W naszych czasach, to wszystko stanowi jedną, nieprzerwanie zabudowaną aglomerację; Nad morze dojeżdżamy więc komunikacją miejską.

Pireus – pełniąc do dziś funkcję wielkiego portu – jest znany lepiej. Faleron to coś innego: pozostało tu trochę wolnego wybrzeża – wolnego dla nadmorskiego spaceru. Jest tu też luksusowa Marina – cumowisko jachtów z całego świata – i podczas naszego spaceru wybrzeżem Attyki, to ona stała się dla mnie powodem do refleksji. Refleksji, bo Marina ma bardzo ciekawe sąsiedztwo.

Może być zdjęciem przedstawiającym wyścigi łodzi, łódź i tekst

Z luksusem Mariny sąsiaduje fragment wybrzeża będący rodzajem muzeum – oczywiście w styczniu owo „muzeum” jest nieczynne, i to tym bardziej wyostrza kontrast. Jest to kontrast centrum świata z miejscem na uboczu, nieco zapomnianym, miejscem, do którego można podejść jedynie wspinając się i klucząc po tymczasowych pomostach zbudowanych ze starych drzwi i wykorzystanych drewnianych palet. Owo „muzeum” to dwa cumujące okręty, które dzieli ponad dwa tysiące lat historii: zbudowany na początku XX wieku krążownik pancerny „Georgios Averof” i rekonstrukcja ateńskiej triery z V w. p.n.e. „Olympias”. Moja refleksja nie jest przeznaczona dla fanów historycznej marynistyki, ale odrobina ogólnej historii znowu jest niezbędna.

Może być zdjęciem przedstawiającym łódź podwodna

„Averof” to morska duma Grecji. W latach 1912–1913, w wojnach z Turcją, to on zapewnił Grekom przewagę na morzu. Służył długo (zważywszy na jego dość archaiczną już wtedy konstrukcję), bo aż do czasów II wojny światowej. Jego zasługi dały mu honorową muzealną „emeryturę” – nieosiągalną dla większości okrętów, których koniec służby mierzy się jedynie tonami żelaza odzyskanego po złomowaniu.

„Olympias” to co innego – nigdy nie walczyła – to rekonstrukcja. Tak, to replika, ale jednej z legendarnych trier, które przyniosły Grekom zwycięstwo w ich tytanicznych zmaganiach z perskim imperium.

Tak odległe czasowo jednostki coś jednak łączy – i nie chodzi tu tylko o grecki alfabet na ich burtach czy nadbudówkach. „Averof” nosi imię greckiego bogacza-filantropa, który przeznaczył swój majątek na rozwój greckiej floty; Spora część kosztów tej nowoczesnej i drogiej jednostki została pokryta właśnie z jego środków. A „Olympias”? Starożytne ateńskie triery miały swoich „opiekunów” – liturgentów/triearchów. Bogaci obywatele, w honorowym, patriotycznym obowiązku, utrzymywali przydzielone im pod opiekę i dowództwo (to ostanie nie zawsze) okręty. Robili to ze swoich środków.

Ta postawa ludzi zamożnych, czujących obowiązek wobec własnej wspólnoty, obowiązek wspierania jej wysiłku militarnego, łączy kadłuby stalowego kolosa i smukłej starożytnej galery. Galery (dodajmy), na której wiosłowali wolni Ateńczycy – oni dawali swoją krew i wysiłek, triearcha dawał swój majątek…

Współczesna Marina… kotwicowisko luksusu, pyszna demonstracja hedonistycznego bogactwa… Dominuje ona nad oboma jednostkami. Tak, wiem – latem jest inaczej. Zaczyna działać „morskie muzeum” i obaj „weterani” – nie będąc już tak opuszczonymi i izolowanymi w swojej samotności -ożywają. Jednak to nowoczesna Marina jest znakiem naszego, współczesnego świata.

Kto z dzisiejszych bogaczy dobrowolnie współfinansowałby wspólnotę, zamiast pchać pieniądze w luksus umożliwiający mu izolację od innych obywateli? Czy Georgios Averof (gdyby żył dziś) nie zostałby potraktowany kolokwialnym epitetem „frajera”? Co to mówi o naszych społeczeństwach? Naszych, a nie greckim, bo falerońska zatoka to przytulisko bogaczy światowych. Obywatelstwo niektórych z nich jest rozpoznawalne, ale ich tożsamość jest wspólna – wypełnia ją rozbuchany hedonizm, którego symbolem stały się dla mnie jachty Mariny.